Badanie Vegatestem, wieloletni specjalista

 

Przeciętny człowiek postrzega modyfikacje genetyczne jako wysoce precyzyjne działania bezpośrednio na łańcuchu DNA, odbywające się pod ogromnym powiększeniem. Jednak wbrew powszechnie rozpowszechnionym wyobrażeniom (na które mogły wpłynąć np. filmy fantastyczne), techniki genetycznych modyfikacji są bardzo toporne, a ich efekty charakteryzują się wysokim stopniem przypadkowości. Bardzo często w wyniku eksperymentów genetycznych otrzymuje się to, czego nie planowano.

W roku 1985 wyhodowano świnie zawierające gen produkujący ludzki hormon wzrostu. Celem naukowców odpowiedzialnych za tę genetyczną modyfikację było sprawienie, by świnie szybciej rosły. W rzeczywistości jednak otrzymali dziwoląga. „Świnie te miały szerokie pyski i szczecinę – tak nietypowe, że w niczym nie przypominały świń, które hodował mój dziadek"1 - pisze Bill Lambrecht, reporter gazety St. Louis Post Dispatch. W jednym z pierwszych miotów świń z wprowadzonym genem hormonu wzrostu znalazło się żeńskie prosię pozbawione odbytu i genitaliów. Niektóre prosiaki były w takim letargu, że nie potrafiły samodzielnie stać na czterech nogach, z kolei inne cierpiały na zapalenia stawów, wrzody, miały powiększone serca lub zapalenie skóry, problemy ze wzrokiem, jak również chorobę nerek.2

Te świnie są zaledwie jednym z ogromnej liczby przykładów w całej długiej serii eksperymentów z modyfikacjami genetycznymi, które wywołały nieprzewidziane rezultaty. Co więcej, wyniki modyfikacji genetycznej organizmów są najczęściej całkowitą niespodzianką.

• Naukowcy zmodyfikowali genetycznie tytoń, aby produkował pewien określony kwas. Chcieli tylko takiej cechy i żadnej innej. Okazało się jednak, że tak zmodyfikowany tytoń produkował również toksyczną substancję, której nie ma w naturalnym tytoniu.3

• Firma Monsanto wyprodukowała dwie odmiany genetycznie modyfikowanej bawełny: odmianę odporną na Roundup, środek chwastobójczy (również produkcji Monsanto), oraz drugą odmianę, która miała wytwarzać naturalny pestycyd (środek owadobójczy) zwany Bt. Rośliny nie miały mieć innych, nowych cech. Niestety, w pierwszym roku uprawy bawełny GM (genetycznie modyfikowanej) liczące dziesiątki tysięcy akrów pola zaczęły obumierać. Bawełna GM uprawiana w Missouri zrzucała torebki nasienne, na innych polach z kolei bawełna usychała po spryskaniu środkiem chwastobójczym, na który miała być odporna. W Teksasie około 50 procent upraw bawełny GM nie produkowało pestycydu Bt w ilości, jaką przewidywano, natomiast „wielu farmerów skarżyło się, że bawełna Bt nie kiełkuje, nie rośnie równo i daje mało surowca. Farmerzy donosili również o innych problemach z uprawą".4

• Naukowcy, którzy wyprodukowali drożdże GM mające lepiej fermentować, stwierdzili z zaskoczeniem, że drożdże produkowały również od 40 do 200 razy więcej toksyny, którą również produkują naturalne drożdże, ale w ilościach niewielkich, nieszkodliwych. W artykule na ten temat dla International Journal of Food Science and Technology autorzy stwierdzają, że wyniki tych modyfikacji „...powinny zmusić do zastanowienia się nad tym, czy efekty modyfikacji genetycznych żywności są bezpieczne i do przyjęcia. Konsumenci, którzy nie są gotowi zaakceptować żywności modyfikowanej genetycznie winni wiedzieć o efektach ubocznych jej produkcji".5 Naukowcy ci ponadto podkreślili rzecz istotną – nie zmodyfikowali drożdży przy pomocy wprowadzonego do komórek obcego genu, lecz wyłącznie przy pomocy wielu kopii naturalnego genu drożdży. I to właśnie wywołało zwiększoną toksyczność.

• Naukowcy z Uniwersytetu Oxfordzkiego w Wielkiej Brytanii chcieli genetycznie zablokować pewien enzym w ziemniakach. W efekcie ziemniaki GM zaczęły wytwarzać więcej skrobi. Profesor Chris Leaver, szef Wydziału Nauk o Roślinach na Oxfordzie stwierdził: „Zupełnie tego nie oczekiwaliśmy. Nasza obecna wiedza o metabolizmie roślin nie daje nam podstaw, by przypuszczać, że nasz enzym mógłby tak poważnie wpłynąć na wytwarzanie skrobi".6

Dlaczego naukowcy, którzy modyfikują genetycznie żywe organizmy, otrzymują zupełnie nieprzewidywane wyniki? Być może zbyt mało wiemy o mechanizmie ekspresji genów. A być może... większość naukowych teorii, w oparciu o które powstała inżynieria genetyczna, jest po prostu błędna?

Aby zrozumieć, skąd wzięły się upośledzone świnie, trujący tytoń czy trujące ziemniaki dra Pusztaia, powinniśmy zrozumieć, na czym polega inżynieria genetyczna. Zaczniemy od tego, czym jest DNA.

DNA

DNA, czyli kwas dezoksyrybonukleinowy, znajduje się w jądrze każdej komórki. DNA jest cząsteczką bardzo, ale to bardzo skomplikowaną. Składa się z miliardów atomów upakowanych w podwójną spiralę – wyobraźcie sobie, jak wyglądałaby skręcona wzdłuż drabina: tak właśnie wygląda DNA. Gdybyśmy wyprostowali DNA, to jego cząsteczka mierzyłaby prawie 3 metry długości!

DNA nazywane jest superkomputerem, planami budowy, jak i „sterownią" organizmu. DNA każe komórce robić takie lub inne rzeczy, w sposób, którego na razie zbyt dobrze nie rozumiemy. Informacja genetyczna zawarta w DNA przenoszona jest z pokolenia na pokolenie.

Każdy program komputerowy składa się z zer i jedynek tworzących jego kod. DNA jest programem „napisanym" przy pomocy aż czterech powtarzających się jednostek. Są to zasady nukleotydowe. Zasady w DNA połączone są w pary. Ciąg takich par zasad składa się na informację genetyczną.

Każdy żywy organizm zawiera DNA, aczkolwiek w każdym organizmie jest ono innej długości oraz w różnym stopniu skomplikowane. DNA człowieka zawiera trzy miliardy par zasad nukleotydowych.

Naukowcy postanowili „złamać kod" DNA. Okryli, że w DNA organizmów wyższych tylko od jednego do trzech jego procent to geny. Gen to pewien ciąg, sekwencja zasad, które stanowią jednostkę zawierającą „rozkazy" dla ciała (lub umysłu). To właśnie od genów zależy, jaki
mamy kolor oczu czy włosów, nasz wzrost oraz mnóstwo innych cech.

INŻYNIERIA GENETYCZNA NIE JEST PRZEDŁUŻENIEM NATURALNEGO ROZMNAŻANIA SIĘ

DNA każdego żywego gatunku zmienia się i ewoluuje między innymi dzięki rozmnażaniu płciowemu. Geny samca i samicy łączą się i działają w różny sposób na organizm potomstwa, przez co dziecko może posiadać jakieś cechy obojga swoich rodziców i przekazać je swojemu potomstwu. DNA może się również zmutować. Niektóre mutacje DNA utrwalają się mimo zabiegów mnóstwa cząsteczek naprawiających DNA i są przekazywane następnemu pokoleniu.

Już od wieków rolnicy, ogrodnicy i hodowcy zwierząt celowo hodują zwierzęta lub uprawiają rośliny, aby otrzymać ich pewne pożądane cechy. Na przykład, jeśli pewna odmiana ryżu rośnie bardzo dobrze, natomiast inna jest od niej smaczniejsza, to hodowca może skrzyżować obie te odmiany w nadziei, że otrzyma smaczniejszy i trwalszy ryż. Czasami DNA organizmu z takiej krzyżówki zawiera cechy, które chciał otrzymać hodowca, czasami jednak cechy nie łączą się za dobrze lub wcale – cóż, natura miała zapewne inne plany.

Dzięki inżynierii genetycznej hodowcy otrzymali mnóstwo nowych narzędzi pozwalających im na tworzenie nowych organizmów. Zamiast czekać, aż organizmy się skrzyżują i wydadzą zmienione potomstwo, biolodzy mogą wycinać geny z DNA jednego gatunku i wprowadzić je do DNA drugiego. Każdy organizm ma DNA, więc naukowcy mogą szukać genów z pożądanymi cechami u organizmów różnych gatunków – mogą brać je z roślin, zwierząt, bakterii, a nawet od ludzi. Co więcej, mogą też tworzyć sztuczne geny, których nie ma w naturze.

Pewien naukowiec na przykład dowiedział się, że w wodach Arktyki żyje flądra, która nie zamarza w niskich temperaturach. Chciał, aby jego pomidory również były odporne na przemarzanie. Nie musiał przy tym czekać, aż jakaś flądra skrzyżuje swoje geny z pomidorem (co raczej zbyt prędko by nie nastąpiło). Odkrył, który z genów pozwala rybie żyć w niskich temperaturach, po czym wprowadził go do DNA pomidora. Pomidory nigdy przedtem nie posiadały takiego genu, lecz te wyrosłe z ziaren zmutowanego pomidora były już weń wyposażone.

Zwolennicy biotechnologii twierdzą, że inżynieria genetyczna jest przedłużeniem naturalnej hodowli organizmów. Przewodniczący parlamentu USA powiedział w marcu 2003 roku, że „od zarania dziejów farmerzy zmieniali rośliny, aby zwiększyć uprawy i tworzyć nowe odmiany odporne na szkodniki i choroby. [...] Biotechnologia jest tylko następnym etapem rozwoju owego wielowiekowego procesu".7

Inżynieria genetyczna może i jest kolejnym narzędziem w arsenale hodowców, ale wielu naukowców uparcie twierdzi, że jest to zupełnie inna technika i nie można jej mylić z tradycyjnym rozmnażaniem. George Wald, laureat medycznej nagrody Nobla oraz były profesor biologii na wydziale Higginsa na Harvardzie stwierdził, że inżynieria genetyczna „stawia przed naszym społeczeństwem problemy niespotykane przedtem nie tylko w całej historii nauki, ale i historii życia na Ziemi. Inżynieria genetyczna oddaje do rąk ludzkich możliwość błyskawicznego przeprojektowywania żywych organizmów, które są efektem trzech miliardów lat ewolucji. Nie można zatem mylić interwencji genetycznych z wcześniejszymi próbami zmian naturalnego porządku, którymi są na przykład krzyżowanie zwierząt czy roślin lub wywoływanie mutacji przy pomocy, dajmy na to, promieniowania radioaktywnego. Owe wcześniejsze metody działały wyłącznie w przypadku gatunków pojedynczych lub silnie spokrewnionych. Natomiast inżynieria genetyczna polega na przemieszczaniu genów nie tylko pomiędzy odrębnymi gatunkami, ale i przekraczaniu wszelkich dotychczasowych granic dzielących żywe organizmy".

Wald mówi, że fakt, iż wspomniana flądra nie może skrzyżować się z pomidorem w naturalny sposób, to nie przypadek, lecz wynik ewolucji ziemskiego życia. Przekraczając barierę międzygatunkową, genetycy nie zmieniają jednego gatunku, lecz igrają z kodem genetycznym wszystkich gatunków.

„W wyniku inżynierii genetycznej otrzymamy zupełnie nowy organizm, samoreprodukujący się i odtąd niezmienny. A gdy już go stworzymy [i się rozmnoży – przyp. tłum.], nie będzie można tego odwrócić".

Wald ostrzega również, że „do niedawna organizmy żywe ewoluowały bardzo powoli, dlatego nowe formy życia miały mnóstwo czasu, by odnaleźć swoje miejsce, swoją niszę ekologiczną. Teraz można poprzenosić całe białka w jednej chwili, by utworzyć nowe związki. Konsekwencje takich manipulacji będą nieprzewidywalne w przypadku organizmu noszącego nowe geny oraz w przypadku organizmów sąsiednich".

Według Walda inżynieria genetyczna „stanowi chyba najpoważniejszy problem etyczny w historii nauki". Przestrzega on również, że „podążanie drogą inżynierii genetycznej (bez całkowitej wiedzy o jej skutkach) jest nie tylko niemądre, ale wręcz niebezpieczne. W ten sposób mogą powstać zupełnie nowe choroby zwierząt i roślin, nowe źródła raka i nieznane wcześniej epidemie".8 


INŻYNIERIA GENETYCZNA OPIERA SIĘ NA PRZESTARZAŁYCH PODSTAWACH

Wróćmy do naukowca i przypadku pomidora oraz genu płastugi, który chroni przed zamarzaniem. Kiedy ów naukowiec wyizolowywał („wycinał") go z ryby, wiedział, że ten gen produkuje (koduje) białko zapobiegające zamarzaniu. To dzięki temu białku płastuga może przetrwać w niskich temperaturach. Geny wydają rozkazy komórce, tworząc białka, od których z kolei zależą cechy rośliny lub zwierzęcia.

Według starych teorii genetycznych każdy gen koduje tylko jedną odmianę białka, co oznacza „jeden gen na każde białko". Biolodzy podejrzewali niegdyś, że w ciele ludzkim jest przynajmniej 100000 różnych białek, stąd założyli, że genów też musi być około 100000. Gdy 26 czerwca 2000 roku ogłoszono liczbę genów u człowieka, świat naukowy doznał wstrząsu. Wszystkich genów było tylko 30000!

Taka mała ilość genów ludzkich nie pozwala wyjaśnić, dlaczego białek jest około 3 razy więcej. Nie wyjaśnia też, skąd u człowieka wzięła się ogromna ilość cech dziedzicznych. Co więcej, istnieją zwykłe chwasty, które mają aż 26000 genów. Jeżeli założymy, że teoria „jeden gen na jedno białko" jest prawdziwa... To czy ludzie nie powinni przypadkiem mieć więcej genów niż zwykłe zielsko? Coś z tą teorią było zdecydowanie nie tak.

Okazało się jednak, że większość genów nie koduje tylko i wyłącznie jednej odmiany białka. Niektóre mogą kodować ogromną ilość ich odmian. Obecny rekord kodowania największej liczby odmian białek należy do genu muszki owocówki, który potrafi wytworzyć ich aż 380169.  Większość genów ludzkich może kodować dwie lub trzy odmiany białka na raz, natomiast geny kodujące tylko jeden rodzaj białka można by policzyć raptem na palcach obu rąk.

I właśnie fakt, że geny potrafią kodować wiele odmian białka, może tłumaczyć to, skąd biorą się niespodzianki zadziwiające inżynierów genetycznych. Fakt ten niech będzie pierwszym na poniższej liście potencjalnych błędów i ich przyczyn.


1. Szyfranci kodu

Aby wytworzyć cząsteczkę białka, DNA przy pomocy swoich genów przygotowuje „receptę" na białko dla swojego pomocnika, kwasu rybonukleinowego, czyli RNA. RNA na podstawie owej recept tworzy aminokwasy, z których zostaje złożone białko. Czasami jednak zanim RNA stworzy aminokwasy, pojawia się grupa cząsteczek – spliceosomów (nazwijmy je szyfrantami) – które rozbierają cząsteczkę RNA na części, zmieniają ich położenie i składają je z powrotem w całość. Takie przeskładane RNA dysponuje zupełnie nową recepturą, przez co może tworzyć inną odmianę białka. Szyfranci mogą przetasować cząsteczkę RNA na bardzo wiele sposobów, dzięki czemu „RNA może tworzyć setki, a nawet tysiące odmian białka przy pomocy tylko jednego genu".10

Owe cząsteczki szyfrujące nie działają w sposób przypadkowy. Wyobraźcie sobie, że wędrują sobie po komórce, obserwując uważnie cząsteczki RNA i porównując je ze swoim „spisem poszukiwanych". Kiedy szyfrant zauważy cząsteczkę RNA pasującą do listy, zabiera się do roboty, sprawdzając najpierw, które białko jest w danej chwili najbardziej potrzebne, po czym wraz z kolegami przerabia tak RNA, by mogło stworzyć owo potrzebne w danej chwili białko.

Wróćmy do naszego genu zapobiegającego zamarzaniu, który po raz pierwszy trafi do pomidora. Gen ten podaje recepturę RNA, a ono ma wyprodukować białko zapobiegające zamarzaniu. Ale co się stanie, jeśli owo RNA z recepturą przepłynie w pobliżu jednego z naszych szyfrantów? Co się stanie, gdy szyfrant uzna, że to obce (bo zakodowane przez rybi gen) RNA jest mu potrzebne? Co będzie, gdy zacznie ciąć i zmieniać to obce RNA? Jakie białko wtedy powstanie? Bóg jeden raczy wiedzieć – bo człowiek z pewnością nie.

Dopóki naukowcy byli święcie przekonani, że każdy gen potrafi kodować wyłącznie jedną odmianę białka, mogli z czystym sumieniem wprowadzać obce geny do innych organizmów, sądząc, że stworzą one tylko po jednym białku. Niestety, byli w błędzie. Barry Commoner, starszy pracownik Centrum Biologii Systemów Naturalnych w Queens College wypowiedział się na ten temat następująco: „Sam fakt, że jeden gen może kodować wiele odmian białka [...] rozbija fundamenty przemysłu wartego wiele miliardów dolarów, czyli modyfikacji genetycznych upraw". Gdy odkryto cząsteczki szyfrujące, okazało się, że obce geny wprowadzane do roślin uprawnych w ramach modyfikacji genetycznych mogą wyprodukować wiele zupełnie nieoczekiwanych białek, „...a skutków działania tych białek dla środowiska i zdrowia ludzkiego nie da się określić". 11

Związek między genami i cząsteczkami szyfrującymi ewoluował wraz z samym DNA przez miliardy lat i został w tym czasie doprowadzony do harmonijnej doskonałości. Nie rozumiemy jeszcze do końca, jak geny i szyfranci współdziałają w organizmach w obrębie jednego gatunku. Tym bardziej nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co się stanie, gdy gen pochodzący z jednego gatunku zetknie się z cząsteczką szyfrującą z innego gatunku. Czy szyfranci zignorują obecność obcego genu? Czy może jednak zabiorą się za RNA niosące informację tego genu i przypadkiem powstanie białko toksyczne wywołujące jakąś alergię albo chorobę? Tego nie wiadomo, zwłaszcza że nikt nie przeprowadził w tym kierunku żadnych badań.

„Twórcy żywności GM nie chcą tego wiedzieć" – twierdzi Joseph Cummins, emerytowany profesor genetyki na Uniwersytecie Zachodniego Ontario w Kanadzie. Według niego pracownicy przemysłu biotechnologicznego wolą wygodnie założyć, że ich obcy gen nie wywoła reakcji cząsteczek szyfrujących w organizmie nosiciela, i czynią tak wbrew ogromnej liczbie dowodów świadczących, że jest zupełnie inaczej. Gdyby nie czynili tych tak wygodnych dla siebie założeń, inżynieria genetyczna stałaby się dla nich zbyt ryzykowną dziedziną nauki.12

Można wybaczyć „inżynierom genetycznym", że nie prowadzą badań na obecność nowych (nieoczekiwanych) białek, gdy wprowadzają do organizmu geny pochodzące z bakterii. W przeciwieństwie do genów roślinnych, zwierzęcych czy ludzkich, geny bakteryjne nie są „szyfrowane" przy tworzeniu białek. Aby informacja z genu została zaszyfrowana, gen taki musi posiadać tak zwane introny (sekwencje wtrącone) – nazwijmy je tu bojami. Owe boje, analogicznie do boi świetlnych na morzu, wysyłają jasną informację cząsteczkom szyfrującym w komórce: „Wybierz mnie!" Większość naukowców uważa, że prawie wszystkie geny wyposażone w introny, czyli boje, są „szyfrowane", zaś te pozbawione boi – nie są. Większość genów zwierzęcych i roślinnych posiada takie boje, zaś te bakteryjne – nie.

Naukowcy zakładają, że skoro geny bakteryjne nie posiadają owych boi sygnałowych, to po umieszczeniu w obcym środowisku komórkowym nie zostaną zaszyfrowane. W takim przypadku w zbożach Bt nie dochodziłoby do aktywności cząsteczek szyfrujących. Zboża Bt, na przykład kukurydza, bawełna i rzepak „canola" (odmiana rzepaku uprawiana w USA i Kanadzie na olej o niskiej zawartości kwasu erukowego – przyp. tłum.), to zboża zmodyfikowane genetycznie tak, by wytwarzały własny środek owadobójczy. Obcy gen w tych roślinach, odpowiedzialny za produkcję toksyny Bt, pochodzi z bakterii i nie posiada intronów, czyli owych boi sygnałowych dla „szyfrantów".

Kiedy genetycy wprowadzili gen Bt do roślin, na początku nie działał on tak, jak oczekiwano, bo wytwarzał raptem niewielkie ilości białka Bt. Genetycy postanowili temu zaradzić. Zgadnijcie, w jaki sposób? Ależ tak! Dodali do genu Bt boje sygnałowe! Dlatego też informacja z genu Bt może być zmieniona przez „szyfrantów", ale może też wzrosnąć ilość produkowanej toksyny Bt. I tak też się stało. Mechanizmy genetyczne roślin zareagowały na sygnały. Czy nie oznacza to, że mogłyby zareagować na nie cząsteczki szyfrujące i przyczynić do powstania jeszcze innych białek?

Niestety, producenci żywności GM wolą trzymać się swoich założeń, niż sprawdzić, jakie jeszcze nieoczekiwane białka powstaną w zbożach Bt. Commoner twierdzi, że producenci „mimo braku naukowych dowodów zakładają, iż gen toksyny bakteryjnej umieszczony w kukurydzy będzie wytwarzał tylko tę toksynę i nic więcej".13

Nie tylko cząsteczki szyfrujące mogą zmienić informację obcego genu, oprócz nich istnieje wiele innych mechanizmów...

2. Gapowicze

Załóżmy, że obcy gen pozostanie nie zauważony przez szyfrantów w komórce i będzie wytwarzał jedynie to białko, na którym zależy genetykom. Nie oznacza to wcale końca kłopotów. Profesor David Schubert z The Salk Institute for Biological Studies mówi, że „można zmienić działanie białka zakodowanego przez gen przy pomocy takich związków chemicznych jak fosforany, siarczany, cukry czy lipidy". Te dodatkowe cząsteczki przyłączają się do cząsteczek wytworzonego białka – dlatego nazwijmy je „gapowiczami". Ich obecność zależy od tego, gdzie występują w organizmie. „Od typu komórki zależy, jakie będą w niej cząsteczki"14, zaś każda z nich może zmienić działanie białka na różne sposoby. Na przykład istnieje pewne białko występujące w wątrobie i w mózgu. W zależności od tego, w którym z tych organów się znajduje, zabiera takich a nie innych „gapowiczów". W ten sposób białko tego samego typu może działać na organizm na różne sposoby.

Wróćmy do kukurydzy z genem Bt. Czy białko Bt połączy się z „gapowiczem" w ziarnie, przez co zmieni się jego działanie? A może białko Bt znajdzie innego „gapowicza" w korzeniach, liściach, łodydze, i wtedy jego działanie będzie jeszcze inne? Nie znamy odpowiedzi na te pytania. Biotechnolodzy nie zawsze wiedzą, czy owi „gapowicze" w ogóle połączą się z cząsteczką białka i w jaki sposób odbije się to na organizmie.

3. „Opiekunowie"

Znamy już dwa czynniki, od których zależy działanie cząsteczki białka – jest to sekwencja jej aminokwasów oraz cząsteczki „gapowicze" podłączone do białka. Trzecim czynnikiem jest kształt cząsteczki białka. „Cząsteczka białka tuż po wytworzeniu ma postać luźnej wstążki aminokwasów. Aby działała, musi zostać złożona w ściśle określony kształt" – mówi Commoner. Według przestarzałej teorii genetycznej białko „zawsze układa się w odpowiedni kształt samodzielnie, tuż po określeniu struktury jego aminokwasów. Jednakże w latach 1980. odkryto, że „...cząsteczki niektórych białek mogą same tracić kształt, przez co stają się biochemicznie nieaktywne aż do chwili, w której spotkają specjalną cząsteczkę białka «opiekunńczego», która przywraca im odpowiedni kształt".15

I tu pojawia się kolejny problem. Co się stanie, gdy obca cząsteczka owadobójczego białka Bt natknie się na białka „opiekunów" kukurydzy? Czy „opiekunowie" zignorują to białko? A może spróbują poukładać jego cząsteczkę – a jeżeli tak, to czy zrobią to prawidłowo? Tego też nie wiadomo, bowiem kukurydziani „opiekunowie" nigdy przedtem nie zetknęli się z białkiem Bt.

Dr Peter Willis z Uniwersytetu w Auckland w Nowej Zelandii ostrzega: „źle ułożona cząsteczka białka komórkowego może przy sprzyjających warunkach [...] powielić się i wywołać zakaźne schorzenie układu nerwowego".16  Przykładami takich „źle ułożonych" białek są słynne priony wywołujące chorobę wściekłych krów i śmiertelną dla ludzi chorobę Creutzfelda-Jakoba.

Podsumujmy to, co wiemy. Na razie mamy trzy teoretyczne źródła nieprzewidzianych skutków, których pod uwagę nie biorą twórcy inżynierii genetycznej. Są nimi cząsteczki „szyfrujące", cząsteczki „gapowicze" oraz „opiekunowie" składacze. Procesy stojące za tymi cząsteczkami, jak to ujmuje Barry Commoner, „długo ewoluowały, aby działać harmonijnie i naturalnie", zaś ich działanie „poddawane było tysiącom prób w naturze". Lecz jeśli weźmiemy gen, który działa w bakterii, i wstawimy go do DNA soi, kukurydzy lub bawełny, „to szybko okaże się, że historia ewolucji genetycznej rośliny jest zupełnie inna niż bakterii". W przypadku wprowadzenia genu z organizmu innego gatunku harmonijna współpraca genetyczna w komórce nosiciela „zostanie najprawdopodobniej zakłócona, czego skutki będą nieokreślone, niedokładne i nieprzewidywalne". Commoner twierdzi także, że „takie zaburzenia widać po nieudanych eksperymentach, które mają miejsce przed produkcją organizmów modyfikowanych genetycznie, a nawet w przypadkach udanego przeniesienia genu".

Wnioski Commonera są następujące: „Przemysł biotechnologiczny opiera się na teoriach mających 40 lat, które sformułowano, gdy nie dysponowano jeszcze wynikami nowocześniejszych badań naukowych. [...] Słusznie należy obawiać się skutków przeniesienia genów do organizmu innego gatunku. Należy przy tym wyjaśnić, że ludzie nie boją się samych badań naukowych – boją się bezpodstawnych decyzji o wypuszczeniu wyników eksperymentów genetycznych w świat, zanim zostaną przeanalizowane i zrozumiane".17

Richard Strohman, emerytowany profesor z Uniwersytetu Kalifornijskiego (UC) w Berkeley dorzuca swoją opinię na ten temat: „Mamy do czynienia z sytuacją pachnącą kryzysem: znamy słabe punkty modyfikacji genetycznych, lecz nie wiemy, jak połączyć je w taki sposób, by zrozumieć, co jest nie tak. Monsanto też o nich wie, DuPont również, tak samo jak i Novartis. Oni wiedzą to, co ja wiem, ale udają, że nie wiedzą, bowiem problem ze skutkami ubocznymi modyfikacji genetycznych jest, po pierwsze, zbyt skomplikowany, a, po drugie, jego rozwiązanie kosztowałoby te firmy bardzo dużo pieniędzy".18

4. Zniszczenie DNA komórki nosiciela

Mówiąc o umieszczeniu obcych genów w komórce nosiciela, użyliśmy słowa „wprowadzić". To słowo nie oddaje rzeczywistości, jest zbyt delikatne. Najszerzej stosowana technika „wprowadzania" genów do komórki przypomina raczej brutalne wstrzelenie ich do DNA przy pomocy swego rodzaju genowego pistoletu. Robi się to tak: naukowiec nanosi obce geny na maleńkie odłamki złota lub wolframu, po czym celuje nimi w szkiełko, na którym beztrosko żyją sobie tysiące komórek docelowych. Naukowiec odpala swój genowy pistolet i ma nadzieję, że część pokrytych genami kawałków metalu trafi w odpowiednie miejsce w łańcuchu DNA którejś z komórek.

Przemysł biotechnologiczny utrzymuje, że taka metoda przeniesienia genów jest bardzo precyzyjna. Interesujący sposób pojmowania precyzji, nieprawdaż?

Nie trzeba być geniuszem, by domyślić się, co się stanie z łańcuchem DNA trafionym kawałkiem metalu pędzącym z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę. Na pewno odbije się to na strukturze łańcucha: na skutek trafienia geny rodzime w DNA mogą zostać uszkodzone w sposób, jakiego nawet nasz dzielny, uzbrojony w genowy pistolet, naukowiec nie jest w stanie przewidzieć.

Gdy obcy gen znajdzie się już w DNA (czy to dzięki „wstrzeleniu", czy w inny sposób), skutki takiego „wprowadzenia" mogą być dość drastyczne. Na ten temat wypowiedział się Michael Antoniou, starszy wykładowca patologii molekularnej oraz szef grupy badawczej jednego ze szpitali uniwersyteckich w Londynie: „taka procedura wprowadzenia genu kończy się zwykle zniszczeniem planów budowy organizmu [którym jest przecież DNA]. Skutków ubocznych takich zniszczeń nie da się przewidzieć".19 W ten oto sposób informacja o budowie organizmu, przenoszona w DNA, zmienia się lub staje się błędna.

„Zjawisko rearanżacji DNA podczas wprowadzania obcego genu jest szeroko znane i potwierdzone" – przyznaje Marcia Vincent, rzeczniczka koncernu Monsanto.20 Jej wypowiedź nie oddaje jednak nawet części prawdy. W programie Tomorrow's World Magazine stacji telewizyjnej BBC ujęto rzecz bardziej dosadnie: „Inżynieria genetyczna to zwykła ruletka. Zawsze istnieje możliwość, że geny zostaną wprowadzone w zły sposób lub ich kopie rozproszą się po całym genomie rośliny. Mogą też wbić się w geny rodzime organizmu, niszcząc je lub wywołując nadprodukcję ich białek. Co gorsza, zniszczeniu może ulec cała mapa genetyczna rośliny, czego efektów nie da się przewidzieć. Geny mogą włączać się lub wyłączać z niewiadomym skutkiem. Mogą też zmieniać położenie na mapie genetycznej w sposób zupełnie przypadkowy i bez żadnego znanego powodu. Komórka z uszkodzonym genomem może nagle zacząć produkować toksyny wcześniej nieobecne lub gwałtownie zwiększyć ilość tych już wytwarzanych. Takie zaburzenia mogą pojawić się już w setnym pokoleniu zmodyfikowanej komórki".21

Zjawisko niestabilności DNA jest w inżynierii genetycznej powszechnie znane. Według sondaży wykonanych w przynajmniej trzydziestu firmach produkujących rośliny modyfikowane genetycznie w każdej z nich spotkano się z tym zjawiskiem.22

Całkiem niedawno stworzono technologię genetyczną wykorzystującą tak zwany chip DNA. Dzięki niemu naukowcy mogą sprawdzić, jak zmienia się DNA, do którego wprowadzono obce geny. Podczas jednego z eksperymentów zaobserwowano zaburzenia w procesie ekspresji genów – bardzo zaskakujące, bo aż pięcioprocentowe. Co to znaczy? Otóż po wprowadzeniu jednego obcego genu, co dwudziesty gen macierzysty – gen produkujący (kodujący) jakieś białko – wytwarzał go mniej lub więcej niż zwykle. Schubert komentuje to tak: „tego rodzaju nieprzewidziane zmiany w ekspresji genów są bardzo możliwe. Niestety, poza naukowcami używającymi technologii chipu DNA niewielu genetyków zwróciło na nie uwagę. [...] Nie da się przewidzieć, jak te zmiany mogą wpłynąć na syntezę białek".23

Takie zmiany, które zachodzą w DNA nosiciela po wprowadzeniu do niego obcego genu, nazywane są „mutacjami insercyjnymi (wtrąconymi)". Badania nad terapią genową u ludzi dowiodły, że mutacje wprowadzone mogą wywołać białaczkę u dzieci. Zjawisko to jest na tyle znane, że otrzymało swoją nazwę: „karcynogeneza insercyjna", czyli wywołanie raka poprzez wprowadzenie obcego genu. Według Cümminsa takie zaburzenia w ekspresji genów mogą być równie groźne w przypadku roślin modyfikowanych genetycznie – mogą bowiem doprowadzić do produkcji toksyn.24 Niestety i w tym przypadku nikt dokładnie nie zbadał tego zjawiska.

5. Horyzontalny transfer genów i odporność antybiotykowa

Po wstrzeleniu obcych genów do komórek tylko niewielka część z nich trafia do łańcucha DNA każdej z komórek. Aby sprawdzić, która z komórek zawiera w swoim DNA obcy gen, naukowcy stosują zwykle taką oto metodę: przyczepiają do obcego genu przed jego wstrzeleniem tak zwany gen znacznikowy odporny na antybiotyki (Antibiotic Resistant Marker Gene), znany jako gen AMR. Jeżeli taki pakiet genów dotrze do DNA komórki, to gen ARM sprawi, że komórka będzie odporna na dawkę antybiotyków, która w normalnych okolicznościach zabiłaby ją.

Po wstrzeleniu genów do komórek te ostatnie traktuje się zabójczą dawką antybiotyków. Te, które przeżyją, muszą mieć w swoim DNA „wstrzelony" gen (wraz z genem AMR zapewniającym odporność na antybiotyki), zaś te, które obumrą, nie posiadają tego obcego genu. Taki test przeżywa zazwyczaj jedna na tysiąc komórek.

Naukowcy zastanawiają się, czy po zjedzeniu żywności genetycznie modyfikowanej gen ARM trafi do bakterii żyjących w przewodzie pokarmowym. Zjawisko przeniesienia się genu z organizmu jednego gatunku do innego nazywa się „horyzontalnym transferem genów". Jeżeli gen ARM przeniesie się do bakterii przewodu pokarmowego, to mogą powstać nowe, niebezpieczne bakterie odporne na antybiotyki. To poważne zagrożenie i Brytyjskie Towarzystwo Medyczne (The British Medical Association) wymieniło je jako jeden z powodów, dla których powinno się natychmiast wycofać żywność genetycznie zmodyfikowaną.

Firmy biotechnologiczne zapewniają opinię publiczną, że geny ARM ze spożywanej żywności nie mogą dotrzeć do jelit człowieka. Michael Hansen mówi, że przemysł biotechnologiczny udowadnia to wynikami badań na zwierzętach z lat 1970. i 1980. W badaniach tych „brak dowodu na to, że DNA (a zatem i geny) jest w stanie przetrwać procesy trawienia".25 Jednakże pod koniec lat osiemdziesiątych znacznie udoskonalono metody wykrywania DNA... i nagle badania zwierząt wykazały, że DNA jest w stanie przetrwać procesy trawienia. Nie dość tego! DNA pochodzące z żywności wykrywano we krwi, w ścianach jelit, wątrobie, śledzionie i odchodach zwierząt laboratoryjnych, nawet do pięciu dni po karmieniu. Ba, znajdowano nici DNA nietknięte w samym przewodzie pokarmowym. Okazało się, że takie obce DNA może nawet poprzez łożysko dotrzeć do mysich płodów. Najbardziej interesujące dla nas jest jednak badanie, które przeprowadzono w roku 2002. Nazwano je „pierwszym znanym badaniem wpływu żywności GM na ludzkich ochotników".

Ekipa badawcza eksperymentowała na siedmiu ochotnikach, którym kiedyś usunięto jelito grube. Część układu trawiennego u tych osób wyprowadzono na zewnątrz do tak zwanych worków kolostomijnych. Po zbadaniu treści jelit okazało się, że „stosunkowo spora ilość modyfikowanego DNA przetrwała w nienaruszonym stanie procesy trawienne w jelicie cienkim".26 I żeby tylko na tym się skończyło, ale nie! U trzech z siedmiu badanych doszło do poziomego transferu genów, na skutek czego bakterie w ich jelitach przyjęły gen odpowiedzialny za odporność na środki chwastobójcze wprowadzany do soi. Ponieważ badacze nie stwierdzili zwiększonego transferu genów po spożyciu soi, orzekli, że przeniesienie genów może nastąpić tylko w przypadku długotrwałego spożywania żywności genetycznie modyfikowanej.

„Wszyscy twierdzili, że poziomy transfer genów jest niemożliwy" – mówi Antoniou. – „Chodzi o to, że odporny na antybiotyki gen znacznikowy – marker (AMR) - może roznieść się po układzie trawiennym i zmienić mechanizmy uodporniające na antybiotyki".27

Kukurydza Bt zawiera gen ARM odporny na działanie jednego z najpopularniejszych antybiotyków – ampicyliny. Naukowcy boją się, że obecność znacznej ilości tego genu w ludzkim czy zwierzęcym pokarmie sprawi, iż terapie przy użyciu tego antybiotyku przestaną działać. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), brytyjska Izba Lordów, Amerykańskie Towarzystwo Lekarskie (AMA), a nawet Royal Society zaapelowały o zaprzestanie używania genów ARM.


O autorze:
Jeffrey M. Smith jest czołowym specjalistą zajmującym się zagadnieniem zagrożeń dla zdrowia ze strony genetycznie modyfikowanych organizmów (GMO). Jego pierwsza książka poświęcona nieznanym efektom ubocznym wywoływanym przez genetycznie modyfikowane pokarmy Seeds of Deception – Exposing Industry and Government Lies about the Safety of the Geneticolly Engineered Foods You're Eating (Nasiona ktamstwa, czyli o łgarstwach przemysłu i rzędów na temat żywności modyfikowanej genetycznie) przyniosła mu światowe uznanie. W swojej drugiej książce Genetic Roulette – The Documented Health Risks of Genetically Engineered Foods (Genetyczna ruletka – udokumentowane zagrożenia dla zdrowia ze strony modyfikowanej genetycznie żywności) odkrywa poufne dokumenty, które pokazują, jak firmy biotechnologiczne oszukują ludzi, kongres USA, FDA (Urząd ds. Żywności i Leków) w sprawie bezpieczeństwa GMO. Doradza przywódcom różnych krajów na całym świecie i kieruje kampanią na rzecz zdrowszego odżywiania w USA, której celem jest wyeliminowanie GMO z przemysłu naturalnej żywności. Wygłasza odczyty i jest często cytowany w mediach (The New York Times, BBC World Service, Nature, The Independent, Daily Telegraph, New Scientist, The Times (Londyn), Associated Press, Reuters News Service, Time Magazine, Genetic Engineering News i wiele innych). Skontaktować się z nim można poprzez jego stronę internetową zamieszczoną pod adresem www. seedsofdeception.com. 

Niniejszy artykuł stanowi drugi rozdział książki Jeffreya M. Smitha Nasiona kłamstwa wydanej w Polsce w roku 2007 nakładem Oficyny Wydawniczej 3.49 we współpracy z Fundacją Pro Scientiae

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Oczyszczanie organizmu enzymami Bołotowa

 

oczyszczanie organizmu i leczenie raka według Huldy Clark

 

Katalog częstotliwości pasożytów wg Rife Clark i innych

 

Leczenie raka według Lebiediewa